Lipowa Tucholska – węzłowa stacja kolejowa w Lipowej w województwie kujawsko-pomorskim w Polsce.
Nigdy nie dotarł tu pociąg elektryczny, bo po wojnie PKP nie zdecydowały się na taką inwestycję. A jednak pociągi tu docierają - dawniej przede wszystkim towarowe, ciągnione przez parowozy, potem przez lokomotywy spalinowe. Teraz są to nowoczesne szynobusy dowożące mieszkańców śródleśnych osad do pracy, zwłaszcza w Bydgoszczy, a także turystów i grzybiarzy penetrujących borowiackie knieje.
Linia kolejowa przebiegająca przez Lipową była w okresie międzywojennym północnym odcinkiem Magistrali Węglowej łączącej Górny Śląsk z portem w Gdyni. Poprowadzono ją przez Bory Tucholskie, by omijała niemieckie w praktyce Wolne Miasto Gdańsk.
Miała więc dla II RP ogromne znaczenie gospodarcze, militarne, a nawet propagandowe. W razie konfliktu zbrojnego (który przecież wybuchł 1 września 1939 r.) stanowiła najkrótszą i najszybszą drogę przerzutu i ewakuacji wojsk, a także majątku ruchomego przez tzw. Korytarz Pomorski, czyli najbardziej narażoną na atak ze strony III Rzeszy część Polski. Na co dzień zaś zapewniała dostawy ogromnych ilości węgla do gdyńskiego portu, a w głąb kraju towarów przywożonych przez statki morskie.
Po zajęciu Polski przez hitlerowskie Niemcy główny transport kolejowy skierowano na starą linię kolejową Bydgoszcz-Tczew-Gdańsk. Po wojnie, gdy Gdańsk znalazł się w granicach Polski, północną część Magistrali Węglowej poprowadzono tą samą poniemiecką trasą.
Wraz z pobliską stacją Szlachta (to już woj. pomorskie) Lipowa Tucholska stanowi węzeł szlaków kolejowych: na północ do Kościerzyny i dalej do Gdyni, w układzie północny-zachód/połudnowy-wschód Czersk-Laskowice.
Ze stacją w Lipowej Tucholskiej związana jest historia młodziutkiej sanitariuszki i łączniczki AK Danuty Siedzikówny, pseudonim "Inka".
Danuta była sanitariuszką w V Brygadzie Wileńskiej AK dowodzonej przez słynnego majora Zygmunta Szyndzielarza - "Łupaszkę".
Inka została aresztowana przez UB. Była torturowana i poniżana, ale nie wydała swych towarzyszy broni. Agenci UB przywozili ją na stację w Lipowej, starając się podstępem zwabić w pułapkę akowców. Nie udało się.
W roku 1946 Inka została ostatecznie stracona w gdańskim więzieniu UB po krótkim, przypominającym farsę procesie. Nie wiadomo gdzie ją pochowano. Przed śmiercią wysłała list pożegnalny do znajomych z Gdańska - pań Mikołajewskich.
Prosiła w nim, by przekazały jej babci, że "zachowała się jak trzeba". W chwili śmierci miała 17 lat. Jej rodzice także nie przeżyli wojny: ojciec zmarł w Teheranie po ewakuacji armii Andersa z Rosji, zaś matkę zamordowało w Białymstoku gestapo.
W roku 2007 wyemitowano spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz pt. "Inka 1946. Ja jedna zginę".
Na stacji Lipowa Tucholska doszło do starcia żołnierzy AK z silnym oddziałem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Oba oddziały stały po przeciwległych stronach linii kolejowej i przekrzykiwały się "argumentami". Ostatecznie doszło do wymiany ognia. Dowódca oddziału KBW zginął, zaś jego oddział złożony z młodych, niedoświadczonych żołnierzy z poboru poszedł w rozsypkę.
Źródło
- Pomorska.pl
- Zgłoś naruszenie
- Zaloguj się lub utwórz konto, by komentować






Komentarze (0)